-Nic -wstał z łóżka i podszedł do mnie -Jesteś taka piękna. -wyszeptał. -Kocham cię. -Tak, na normalnej osobie zrobiłoby to piorunujące wrazenie, szok i wgl. Ale nie na mnie. Mówi mi to już od kąd się poznaliśmy. To mnie nie zraża do jego samego ani nic. Jest trochę przereklamowany.
-Wiem, wiem. -powiedziałam i nagle mnie olśniło. To dlatego przyszedł do mnie w nocy! Pizda.
-Ty mnie też, prawda?
-Max, już przerabialśmy ten temat. -skarciłam go za jego niepamięć. Zrobiłam krok do tyłu gdy on zbliżył się do mnie o krok. Obejrzałam się za siebie w poszukiwaniu awaryjnej pomocy, ale to był mój największy błąd. Max złapał mnie za nadgarstek i przyparł dość brutalnie do ściany. Przycisnął swoje usta do moich.
-Pocałuj mnie. -wyszeptał.
-Nie mogę. -powiedziałam.
-Kiedyś mówiłaś co innego. -wytykał mi.
-To było dwa lata temu. Czasy się zmieniły. Byliśmy wtedy młodzi i głupi, to nic nie znaczyło. -powiedziałam obojętnie lekko odpychając go od siebie.
-Dla mnie właśnie coś znaczyło. -powiedział z bólem w głosie. Z Maxem jesteśmy powiązani od czasów piaskownicy. Traktowaliśmy się jak rodzeństwo, tylko, że podkochiwaliśmy się w sobie. Wiedzieliśmy o tym. Do niczego nie zaszło, lecz pewnego faralnego wieczoru, na imprezie braci Wiliams, wszystko wyszło spod kontroli. Imprezy braci słynęła z tego, że za każdym razem jakaś para lądowała w łóżku, tego wieczoru byliśmy to my. Po całym zdarzeniu przysięgliśmy sobie, że nigdy tego nie powtórzymy, powiedzieliśmy sobie szczerze, czy to coś dla któregoś z nas znaczyło, oboje zaprzeczyliśmy.
-Kłamałeś. -powiedziałam w lekkim szoku.
-A co miałem powiedzieć? -prawda uderzyła we mnie mocniej niż myślałam. Wydostałam się z jego objęć i położyłam na łóżku.
-Max, ja ... za brata ... a ty kłamałeś ... po pijaku ... zawsze byłam szczera ... Boże ... nie mogę ... dwa lata! Rozumiesz, dwa! -wykrzyczałam nagle.
-Sam. -powiedział łagodnie.
-17 lat razem! Rozumiem, coś mogło zaiskrzyć, ale ... Nigdy nie brałam tego na poważnie! Kurwa! Jaka ja byłam głupia! Jeszcze ta cholerna praca! Ja pierdole...
-Sam, nie wiem o co się tak zpinasz. -powiedział podchodząc do mnie.
-Bo, kurwa, nic nie wiesz! Nie wiesz co mnie spotkało! Dwa razy! Rozumiesz! Dwa!
-Sam, wytłumacz mi.
-Nie mogę, Max.Nie mogę.
-Proszę. Powiedz. -błagał. Zastanawiałam się chwilę, przecierz nie powiedzieli, że nie mogę o sobie opowiadać.
-Miałam wypadek, dwa razy. Poważny. To jeszcze przed TĄ imprezą. Wpakowałam się w niezłe gówno. Straciłam pamięć. Dopiero po roku, powoli ją odzyskuję. Ale nie tylko pamięć do mnie wraca. To tyle, tylko tyle mogę ci powiedzieć.
-To mi nic nie mówi.
-Mi też. Wiem tylko co mam zrobić i w jakim czasie. Nie zmieszczę się, usuwają mnie.
![]() |
| Sam. |
-Która godzina?
-19.56. -już czas. Podniosłam tyłek z łóżka i siegnęłam za pasek moich spodni.
-Pamiętasz jak powiedziałam ci, że pracuję w kawiarni? -wyciągnęłam spluwę i odbezpieczyłam ją. -Kłamałam. -powiedziałam i wycelowałam w niego.
-Sam, nie zrób czegoś głupiego ...
-Już to zrobiłam. -powiedziałam i nacisnęłam za spust. Huk roniusł się po całym domu. Broń zostawiłam przy ciele mężczyzny, aby upozorować samobójstwo. Wyskoczyłam przez okno i wciągnęłam kaptur na głowę. Szłam bardzo szybko przez ciemną uliczkę. Gdy zobaczyłam czarego van'a od razu humor mi się poprawił. Samochód zatrzymał się.
-Wsiadaj. -osoba ze środka auta nakazała.
-Przykro mi, nie wolno mi się zadawać z nieznajomymi. -droczyłam się z nim.
-Sam. Wsiadaj. - rozbawiona wskoczyłam do samochodu i zapięłam pasy. Jechaliśmy do naszej kryjówki.
~~
pierwszy rozdział za nami. Jak się podoba? Więcej wyjaśnień w następnym. Komentarze miło widziane!
